Pałace dla ludu. Architektura mieszkaniowa polskiego socrealizmu

Pałace dla ludu. Architektura mieszkaniowa polskiego socrealizmu

Kombinat Metalurgiczny Huta, foto. Piotr Tomaszewski fly4pix.pl [CC BY-SA 4.0]

Przyzwyczailiśmy się myśleć i mówić o architekturze socrealizmu jako o pomniku dawnego reżimu albo szpetnej bliźnie, którą poprzedni ustrój pozostawił na obliczach polskich miast. Jak to jednak zwykle bywa, prawda niewiele ma wspólnego z pogłoską. Szczególnie, jeśli rozważymy problem w jego kontekście historycznym i skupimy się na budownictwie mieszkaniowym, czyli istocie architektury socrealistycznej.

Socrealizm w Polsce został ogłoszony dekretem państwowym w 1949 roku. Mówiąc oszczędnie: było to postanowienie, które całkowicie odmieniło trwającą już od kilku lat powojenną odbudowę Polski. Przywołując akt założycielski realizmu socjalistycznego w architekturze, na ogół wspomina się o tak zwanej architekturze reprezentacyjnej czy, jak sam chciałbym ją nazywać, architekturze blasku – siedzibach instytucji państwowych, budynkach-pomnikach nowej władzy bądź „obiektach państwotwórczych”. Nie zamierzam jednak rozwodzić się nad obiektami takimi jak warszawski Pałac Kultury czy budynek Ministerstwa Rolnictwa. W kraju zniszczonym przez wojenną zawieruchę, kraju cierpiącym biedę, głód i bezdomność, tym, czego brakowało najbardziej, było budownictwo mieszkaniowe i ono właśnie stanowiło fundament oraz główną oś rozwoju dla architektury socrealistycznej. Dlatego właśnie, mówiąc o realizacjach „narodowych w formie i socjalistycznych w treści”, zamierzam skupić się wyłącznie na budownictwie społecznym.

Osiedle Kubusia Puchatka w Warszawie, foto. Szczebrzeszynski
źródło: Wikimedia Commons 

To właśnie tytułowe „pałace dla ludu” sprawiają, że znienawidzony przez konserwatywnych polityków socrealizm nastręcza nam tak wielu trudności interpretacyjnych. Jego nadrzędny cel – transmisja państwowej ideologii zakładającej tworzenie nowego socjalistycznego człowieka i nowych relacji społecznych – nie szedł w parze z rozwiązaniami formalnymi narzucanymi architektom przez polityków. Rozwiązaniami mającymi w rzeczywistości niewiele wspólnego z „nowością”. Jak bowiem grzmiał z mównicy sejmowej prezydent Bierut, architektura socrealizmu miała być możliwa do odczytania przez każdego. Z tego powodu nie mogło być mowy o osnuciu nowej teorii wokół tradycji awangardowej, przynajmniej jeżeli chodzi o formę. Estetykę socrealistycznego monumentalizmu oparto zatem na formach historycznych, które uznano za najbardziej zrozumiałe dla mas – klasycyzmie warszawskim oraz tak zwanej architekturze polskiego „złotego wieku”. Pod tą ostatnią nazwą rozumiano formy quasi-renesansowe oraz quasi-barokowe.

Na zdjęciu widoczne są szerokie arterie oraz tzw. kostium historyczny

Ambicją socrealistycznej architektury mieszkaniowej było zapewnienie ludziom wywodzącym się z klas ludowych mieszkań obfitujących w wygody, które przed II wojną światową zarezerwowane były tylko dla bogatych. Zamierzeniom tym towarzyszyła, jak twierdzi znawca socrealizmu Wojciech Włodarczyk, szczególna i niespotykana wcześniej dbałość o „niematerialny charakter” architektury, o dialog między doktryną i jej odbiorcami. Innymi słowy, idealna socrealistyczna realizacja miała jasno wskazywać, że pałace nie należą już do feudałów, a dzięki socjalizmowi w pałacu może żyć każdy. Taka architektura miała być komunikatem, „materialnym” słowem kierowanym do ludu przez władze Polski Ludowej. By osiągnąć rozumiany w ten sposób cel, poszukiwano takiego języka, którego masy, zamiast kojarzyć z obcością, odczytałyby jako własny. W efekcie uznano, że – podobnie jak inżynierowi Mamoniowi z Rejsu – ludziom spodobają się tylko takie melodie, jakie już słyszeli.

Za „element narodowy” w architekturze polskiego socrealizmu uznano więc szereg form obecnych w architekturze tradycyjnej, charakterystycznych szczególnie dla architektury pałacowej i burżuazyjnej: monumentalne neoklasycystyczne budynki ozdabiano attykami i balustradami, fasady rytmizowano przy pomocy kolumn, boniowania, pilastrów i lizen, a przy dekoracji ścian lubowano się w stosowaniu bogatego detalu – płaskorzeźb, sgraffito czy dekoracji kamieniarskich.

Śródmiejska Dzielnica Mieszkaniowa w Szczecinie,
foto. Szczecinolog, źródło: Wikimedia Commons 

Temu historycznemu kostiumowi towarzyszyła nowoczesność wyrażona zarówno wcieleniem w życie awangardowych teorii urbanistyki społecznej, jak i zastosowaniem w projektowanych założeniach elementów prefabrykowanych. Zgodnie z tym, co możemy odnaleźć w pismach przedwojennych utopistów, socrealistyczne osiedla miały zapewnić swoim lokatorom mieszkania jasne i (co nie było standardem przed wojną) higieniczne, wyposażone w ogrzewanie oraz stały dostęp do bieżącej wody. Budynkom mieszkalnym miała także towarzyszyć rozwinięta infrastruktura w postaci terenów rekreacyjnych, sklepów, punktów usługowych, szkół, szpitali etc. Dzięki temu wielkie socrealistyczne inwestycje mieszkaniowe były pierwszymi w historii naszego kraju próbami stworzenia miast będących dobrem wspólnym; miast, które służyłyby szaremu człowiekowi, a nie – jak przed wojną – uprzywilejowanej klasie wyższej.

Kino Świt na Osiedlu Teatralnym w Krakowie,
foto. Mach240390, źródło: Wikimedia Commons 

To właśnie dzięki temu architektura mieszkaniowa okresu socjalizmu (mimo że instytucjonalne i państwotwórcze socrealistyczne realizacje nieustannie polaryzują Polaków) cieszy się dziś wielką popularnością na rynku nieruchomości. Za przykład niech posłuży krakowska Nowa Huta. Z początku idealna dzielnica socrealistyczna, na przełomie ustrojów – dzielnica grozy, dziś jest bezpieczną i kameralną przestrzenią, która miastu trawionemu przez kataklizm deweloperskich tąpnięć (np. zbudowane na wzór Benthamowskiego Panoptikonu osiedle przy ul. Górników) pokazuje, że związek pomiędzy dobrze zaprojektowaną, pełną zieleni przestrzenią społeczną a komfortem życia nie jest przypadkowy. Niskie bloki budowano tam z myślą o zachowaniu skali ludzkiej. Stworzono również szerokie arterie, złośliwie nazywane defiladowymi  – korytarze powietrzne, dzięki którym słynny problem krakowskiego smogu jest na Nowej Hucie mniej dotkliwy niż w pozostałych rejonach miasta. Będące obiektem westchnień młodych prekariuszy i zainspirowane przez koncepcję miasta-ogrodu, krakowskie osiedle uważane jest dziś za idealne miejsce do życia i wychowywania dzieci. Czyżby więc nieuporządkowana i nieodpowiedzialna polityka przestrzenna polskich miast sprawiła, że ludzie na powrót zaczęli doceniać socrealistyczne „pałace dla ludu”?

Warszawskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi,
foto. Koperczak (talk) źródło: Wikimedia Commons 

Nowa Huta nie jest odosobnionym przypadkiem. Katowicka Koszutka, Nowe Tychy czy Osiedle Kubusia Puchatka w Warszawie (by wymienić tylko te najbardziej znane) coraz częściej traktowane są przez mieszkańców jak cudowne, odkryte na nowo lekarstwo na deweloperski chaos polskich miast. Wspomniane inwestycje, bez wyjątku lokowane na surowym korzeniu, wyróżniają się na tle współczesnego budownictwa uporządkowaniem, równowagą między przestrzenią publiczną i społeczną, mądrym podejściem do zieleni miejskiej oraz dostosowaniem skali realizowanych założeń do potrzeb człowieka. Może w związku z tym powinniśmy przestać tak usilnie podporządkowywać socrealizm polityce pamięci i traktować go jako symbol ustroju, który przeminął? Wszak choć wolny rynek w Polsce liczy sobie już trzydzieści lat, wszystko wskazuje na to, że  to nie współczesna chaotyczna deweloperka, ale właśnie pałace dla ludu realizowane w okresie bohaterskim Polski Ludowej okażą się w przyszłości tym legendarnym pomnikiem trwalszym niż ze spiżu.

Udostępnij wpis

Komentarze
Architectu moderuje komentarze do ułatwiania świadomej, merytorycznej, cywilnej rozmowy. Obraźliwe, bluźniercze, autopromocyjne, wprowadzające w błąd, niespójne lub nietypowe komentarze zostaną odrzucone. Moderatorzy pracują w godzinach pracy i akceptują tylko komentarze napisane w języku polskim.
comments powered by Disqus
Newsletter Architectu
Otrzymuj informację o nowych wpisach, produktach, wywiadach.