Hashima: betonowe miasto duchów

Hashima: betonowe miasto duchów


Wiek węgla i pary

Hashima nazywana bywa przez Japończyków Gunkanjima, co znaczy tyle co pancernik albo statek bojowy. Nie zawsze jednak skojarzenia militarne były dominantą myślenia o wyspie. Historia jej zamieszkania zaczyna się późno, bo w II połowie XIX wieku i ma kontekst jednoznacznie przemysłowy. Od kiedy w bezpośrednim sąsiedztwie wyspy odkryto złoża węgla rozpoczęto intensywne wydobycie. Początkowo górnicy dopływali do pracy statkami z Nagasaki, potem – ze względu na charakter prac – zdecydowano o konieczności zakwaterowania robotników na miejscu.

Beton już w 1890 roku wydawał się inwestorom najwłaściwszym materiałem, który można by zastosować na Hashimie. Trudne warunki morskie, wystawienie na wiatry, tajfuny, ulewy i morskie fale wymagały użycia odpornych i wytrzymałych struktur. Betonowa Hashima rodząca się jeszcze w końcu XIX wieku nie była zresztą żadnym nowum. Materiały przypominające beton w architekturze morskiej (szczególnie przy konstrukcji latarni morskich) stosowano już u schyłku XVIII wieku.

Trudny pomnik historii

 

Jak żyło się na Hashimie? Trudno posądzić kogokolwiek o entuzjam… Ograniczona powierzchnia i natłok lokatorów sprawił że jeszcze przed złotymi latami kopalni cieszyła się ona zła reputacją. Oficjalne zakończenie wydobycia w 1974 i likwidację mieszkań przyjęto z ulgą. Wyspa stała zamknięta przez kolejne 35 lat i nikt nie myślał nawet żeby robić z niej japońską atrakcję turystyczną. Przełom nastąpił w 2009 roku i od tego czasu ruiny cieszą się coraz większym zainteresowaniem. W 2011 roku twórcy ostatniego filmu z serii Jamesa Bonda – Skyfall – zabiegali o możliwość realizowania tutaj plenerów. Ze względu na bezpieczeństwo ekipy i niestabilność pogodową zdjęcia nakręcono ostatecznie w studio.

Czemu Hashima, choć chętnie odwiedzana przez turystów, nie stała się architektonicznym must see kraju Kwitnącej Wiśni? Wydaje się, że pamięć historyczna Japończyków nie pozwala mi na proste zapomnienie o przeszłości miejsca. Hashima nie była bowiem zwykłą kopalnią. Ze względu na trudne warunki pracy, brakowało ochotników gotowych do przeprowadzki. Górnicy pracujący w kopalniach Hashimy rekrutowali się przede wszystkim z jeńców wojennych i więźniów. W czasie II wojny światowej mieszkał tu w strasznych warunkach duży zespół robotników przymusowych. Każdego miesiąca w wyniku wyczerpania i katorżniczej pracy ginęło od 5 do 10 osób. Niektórzy próbowali ratować się ucieczką wpław. Złej renomy wyspy jako więziennego piekła nie przełamała nawet powojenna kampania propagandowa. Pracowników próbowano wabić zawyżoną stawką i jakością mieszkań (w standardzie z pralką, lodówką, telewizorem…). Nikt nie wytrzymywał jednak na Hashimie długo.


Nieudany projekt

Powojenna Hashima zdradzała cechy idealnego, samowystarczalnego miasta. Działały tutaj szkoła, plac zabaw dla dzieci, kino, szpital, zakład fryzjerski, bary i restauracje. Mieszkańcy zaczęli tworzyć na dachach bloków własne ogrody. Każde miejsce było łatwo dostępne – wystarczył kilkuminutowy spacer. Przemysłowo-architektoniczny eksperyment miał jednak swoją gorzką cenę w pozbawieniu mieszkańców prywatności. „Bliskość” była de facto wektorem klaustrofobii. Dlatego właśnie Hashima pozostaje dziś raczej modna wśród zagranicznych turystów, niż samych Japończyków. Doutoku Sakamoto, który jako jeden z ostatnich opuszczał wyspę, uważa ją dzisiaj za projekt nieudany. W jednym z wywiadów mówi: „byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby ludzkość po tym jak patrzy na Hashimę, potrafiła stawiać sobie nowe wyzwania.”

Udostępnij wpis

Komentarze
Architectu moderuje komentarze do ułatwiania świadomej, merytorycznej, cywilnej rozmowy. Obraźliwe, bluźniercze, autopromocyjne, wprowadzające w błąd, niespójne lub nietypowe komentarze zostaną odrzucone. Moderatorzy pracują w godzinach pracy i akceptują tylko komentarze napisane w języku polskim.
comments powered by Disqus
Newsletter Architectu
Otrzymuj informację o nowych wpisach, produktach, wywiadach.